Opublikowano

O książce pt. „Z anoreksją na pokładzie. Wyznania stewardesy” opowiada Katarzyna Zachacz

Książka powstała z moich zapisków, notatek które robiłam w czasie choroby. Kiedy byłam w szponach anoreksji, zagubiona z brakiem chęci do życia pisałam. Było to pisanie tradycyjne w notatniku z długopisem w ręku. Pomagało mi to zrozumieć moje emocje, myśli które były w mojej głowie napędzane przez anoreksję oraz depresję. Zapisanie, przelanie na papier wszystkiego co czułam dawało mi jasny obraz tego co działo się w moim umyśle oraz zrozumienie w jaki sposób anoreksja mną kierowała.  Pisanie to była również ucieczka od ciągłych awantur z bliskimi, którzy nie rozumieli mnie, pisząc czułam że to jedyna droga do zrozumienia samej siebie. Nie zakładałam że moje osobiste notatki, przemyślenia po jakimś czasie zamienię na książkę, którą uda mi się wydać. Jednak widząc ile radości oraz przyjemności sprawia mi pisanie, a o najważniejsze pomaga w pewien sposób w mojej walce z chorobą, zaczęłam przelewać to co myślę na klawisze laptopa. Zupełnie spontanicznie w czasie terapii narodził się pomysł porównania wychodzenia z choroby do lotu samolotem. Ze względu na moją prace bardzo mocno rezonowało ze mną to porównanie. Każdy pojedynczy lot samolotem jak i osoba chora nie są jednakowe oraz nie są linearne. Można napotkać wiele nieprzyjemnych sytuacji, turbulencji ale nie zapominajmy także pięknych widoków, które w czasie choroby dają motywację, aby konturować drogę leczenia. Zagłębiając się w to porównanie widziałam coraz więcej metafor i zbieżności, dlatego zaczęłam coraz intensywniej pisać. Wtedy po raz pierwszy w mojej głowie narodziła się myśl wydania moich przemyśleń w formie książki. Siadając do klawiatury komputera płynęłam pisząc to co czuję oraz co czułam kiedy anoreksja rządziła każdą minutą mojego życia.

W czasie pisania, zapominałam o tym co mnie otacza, siadałam w ciszy poranka i pisałam co dyktuje mi moje serca i dusza. Budziłam się w środku nocy z potrzebą pisania. Rozum wymyślał miliony powodów dla których powinnam zaprzestać pisania, jednak to z duszy wypływały moje słowa i to było w momencie pisania dużo silniejsze niż krzyczące ego. Proces pisania książki i wdania jej był bardzo szybki, jednak myślę że to poniekąd to dobrze ponieważ mój umysł z każdym dniem wymyślał nowe powody dla których nie powinnam tego robić. W głębi serca nie chciałam aby moje słowa trafiły do szuflady bo wiem jak bardzo są potrzebne dla osób które zmagają się z zaburzeniami odżywania. Będąc w złym stanie w czasie choroby, szukałam na polskich półkach książek związanych z zaburzeniami odżywiania, niestety były to tylko naukowe publikacje ciężkie do przyswojenia dla osoby zawładniętej anoreksją, która nie może skupić się na niczym innym poza jedzeniem. Czytałam publikacje angielskie i amerykańskie, które mi bardzo pomogły zrozumieć chorobę. Wydanie książki to pomoc dla wszystkich, który potrzebują wsparcia w czasie zmagań z zaburzeniami odżywiania. Lekka i niezbyt długa forma książki ma im pomóc,  dać nadzieję i impuls do walki z chorobą. Książką chciałam pokazać, że osoby chore nie są same i przede wszystkim nie powinny czuć się winne że cierpią na zaburzenia odżywiania. Zależało mi także aby wybrzmiało w książce kilka zdań do społeczeństwa, które jest zupełnie nieświadome problemu jakim są zaburzenia odżywiania. Błędne przekonania  stereotypy krążące wokół tylko ranią osoby chore. Dlatego też książka nie jest tylko dla osób chorych ale dla wszystkich. 

Opublikowano

Czemu napisałem książkę?

Pisanie było moją piętą achillesową w szkole. Obojętnie w jakim języku. Z gramatyką czy ortografią nie miałem nigdy problemu, ale wszystkie nauczycielki w językach: niemieckim, polskim, angielskim, rosyjskim, francuskim ubolewały nad moim stylem. Już jako dziecko kochałem czytanie książek, ale to, czego wymagały ode mnie nauczycielki uważałem zawsze za „lanie wody”. Interesowało mnie tylko, aby możliwie precyzyjnie „przelać” moje myśli na papier. Podczas studiów inżynieryjnych, podczas pisania pracy doktorskiej, jak i w setkach publikacji na łamach czasopism i książek o technicznej treści mój „styl” okazał się bardzo pomocny, mimo że u nauczycielek nigdy nie spotkał się z dobrymi ocenami. Dlatego w książce wybrałem formę pamiętnika, gdyż wydaje mi się, że mój „styl” tak było najłatwiej ukryć.

Co roku próbuję czegoś nowego, aby starzejący się mózg zmusić do ciągłej pracy i adaptacji do nowych zadań. Jazda konno, kurs snajperski, wejście na szczyt w pograniczu Mongolii/ Kazachstanu/ Chin/ Syberii, nurkowanie we wrakach na otwartym morzu, wycieczki w bezludzie koła polarnego, czy afrykańskiego buszu, budowa samolotu to tylko kilka przykładów. Lubię się zmuszać, aby wyjść ze strefy komfortowej i cieszę się najbardziej, jeżeli udało mi się zachować zimną krew podczas nie zawsze łatwych sytuacji, podczas gdy inni byli już w panice. 

Już dawno nosiłem się z zamiarem napisania książki. „Szkielet” thrillera mam zapisany na komputerze chyba z piętnaście lat. Ale najwyraźniej za mało mnie fascynowała jej idea, aby przedłożyć jej pisanie nad wiele innych zainteresowań, które posiadam. Zdarzenia ostatnich dwu lat bardzo mną wstrząsnęły i prawdopodobnie fakt ze w „roku COVID´a” nie mogłem się spotkać z żadnym z moich przyjaciół, jest chyba najważniejszym powodem czemu napisałem książkę. Musiałem komuś opowiedzieć o moich przeżyciach, uczuciach i odczuciach. Tym razem „słuchaczem” jest mój pamiętnik i być może ten czy ów czytelnik który przeczyta całość. Powieść bazuje wyłącznie na faktach moich własnych przeżyć lub opowieściach innych osób, które poznałem i wysłuchałem osobiście. Wszystkie przeżycia narratora wydarzyły się dokładnie tak jak je opisałem, mimo iż zdaje sobie sprawę ze co niektóry czytelnik będzie w to wątpił, tak jak niektórzy z moich redaktorów. Oczywiście zmieniłem niektóre nazwy miejscowości, czy imiona. Bohater książki posiada cechy autora, bardzo się starałem o możliwie dokładny opis i mam nadzieję, że nie przedstawiłem go zbyt pozytywnie, zbyt ładnie, czy jednostronnie. 

Miałem bardzo ciekawe życie i zawsze się starałem, aby nie „przeciekało mi między palcami”. Wydaje mi sie ze przeżyłem wiele ciekawych sytuacji o ktorych opowiadanie raczej nie nudzi sluchacza. Dla mnie, jako czytelnika, w książkach jest najważniejsze, aby nie były nudne i aby nie trzeba było się zmuszać do czytania. Książkę, która po przeczytaniu około jednej trzeciej nie zdążyła mnie zainteresować, po prostu odkładam. Na drugim miejscu stoi, abym mógł zrozumieć zachowanie postaci lub abym mógł poznać nowe spojrzenie na świat przez punkt widzenia, jakiego jeszcze nie znałem. A ideałem książki jest taka, która spełnia dwa poprzednie warunki i na dodatek pobudza we mnie chęć zastanowienia się nad własnym postępowaniem lub zachęca do wypróbowania czegoś nowego i sugeruje wyjrzenie poza brzeg własnego „talerzyka”. I to niekoniecznie musi być tak drastyczne doświadczenie, jak udana produkcja nitrogliceryny w piwnicy rodziców, którą w wieku 13 lat wprowadziłem w życie po przeczytaniu powieści Jules Verne’a. Wdzięczny jestem, że moja córka nigdy nie miała takich pomysłów.

Niestety piszę z rożnych względów pod nazwiskiem mojego jedynego pradziadka, którego poznałem osobiście. Nie jestem szczęśliwy z tego faktu, ale mam powody, które mają do czynienia z moimi bliskimi, a nie ze mną. Ponieważ jest to moja pierwsza wycieczka w beletrystykę od czasów mojej matury, oczywiście obawiam się, że otworzyłem ponownie „puszkę Pandory” i że krytycy i czytelnicy rozszarpią mnie, jak kilkadziesiąt lat temu moje nauczycielki. Ale cóż mężczyzna w moim wieku ma do stracenia? Poza samooceną chyba nic. Poza tym jestem zdania, że to nie wstyd stanąć do walki i dostać „po ryju”. Wstydem jest uciec z podkulonym ogonem przed walką.

Dr Anton Lihs

Opublikowano

SŁOWA MAJĄ MOC! Czyli dlaczego napisałem INWERSJĘ?

SŁOWA MAJĄ MOC! Czyli dlaczego napisałem INWERSJĘ?

Odpowiedź, której udzielę dziś, różni się od tej, której udzieliłbym, zanim zasiadłem do pisania.  Różni się od tej, którą dałbym jeszcze między marcem a czerwcem dwa tysiące dwudziestego roku, kiedy to pracowałem nad książką. Chyba wiele osób, kiedy kończy jakieś zadanie, projekt, zauważa zmianę swojego podejścia do zagadnienia, którym się zajmowało. Jeśli nawet nieświadomie, to umysł samoistnie robi remanent, przez co można zauważyć zmianę  nastawienia do ukończonego dzieła. Dzieje się to zapewne też pod wpływem tych wszystkich okoliczności i wydarzeń, które zaszły w trakcie pracy nad danym zagadnieniem ‒ dziełem. Dokonuje się oswojenie go i głębsze zrozumienie danej kwestii. Dotyczy to nie tylko doświadczeń, których się nie spodziewałem, lecz także i tych, które były wkalkulowane w proces, lecz zanim stały się doświadczeniem fizycznym, były tylko informacją funkcjonującą w świadomości nawet niewyobrażeniem. Zmieniły jednak swoją wagę czy wartość, a przez to moje podejście do procesu, który się dokonał, uległo ewolucyjnej metamorfozie. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że napisałem INWERSJĘ, bo od lat marzyłem o tym, aby pisać powieści. Przede wszystkim napisałem ją jednak, bo słowa mają moc! 

Słowa mają MOC, by kreować całe światy, budować wielkie rzeczy, ale też, by niszczyć wszystko i zabijać wolę istnienia. Od słowa się zaczyna, bo precyzuje ono i uściśla, konkretyzuje myśli. „Słowa to czarodziejskie pchły” – śpiewa L.U.C. Nasz świat się od niego zaczyna i nim się skończy. Więc gdy chcesz cokolwiek zmienić w świecie, którego jesteś uczestnikiem, elementem, ale i demiurgiem, to słowo daję, masz dostęp do MOCY. Zrozumieć to i nauczyć się nim posługiwać, by doświadczać magicznych zdarzeń i przeżywać swoje życie w szczęściu przez duże „S”, było dla mnie jak odnalezienie źródła istnienia.

Bo pisanie działa terapeutycznie, tak jak wygadanie się przyjacielowi. Jak lekarstwo uśmierzające ból. I to fenomen, że nie tylko ten psychiczny. Okazuje się, że pisanie może poprawić stan fizyczny, a to poprzez fakt połączenia między sferami, z jakich się składamy, czyli Ciała, Umysłu i Ducha. Dowodzą tego badania naukowe między innymi przeprowadzone przez Jamesa Pennebakera z University of Texas w Austin i Joshui Smytha z Syracuse University. Przeprowadzili oni kilka prób, które pokazały, że codzienna praktyka sam na sam z własnym słowem może czynić CUDa. W eksperymentach, które przeprowadzili z udziałem chorych, grupa, która codziennie poświęcała pół godziny na opisywanie swoich przeżyć, wyniki badań wykazywały znaczną poprawę stanu zdrowia niż w grupie kontrolnej. Takie rezultaty zauważono jednakowo u chorych ze zdiagnozowanymi chorobami przewlekłymi, ale również u tych, u których zdiagnozowano choroby, na które medycyna w tym czasie nie znała lekarstwa, więc uważano ich za nieuleczalnie chorych. Skąd się biorą te rezultaty? 

Wyobraź sobie, że każdej doby w twoim umyśle pojawia się około sześćdziesięciu tysięcy myśli, a ile z nich znajduje ujście w formie słów? W zależności od twoich indywidualnych preferencji to maksymalnie jedna trzecia. A średnio to tylko jedna czwarta, w tej pozostałej części może się zapętlić coś, co cię zatrzymuje w miejscach, które są dla ciebie trudne. I takie zapętlenia są niczym przytkane arterie, powodujące niedokrwienie, a w końcu zawał. No i…? No i…

Pisząc, w skupieniu swoją uwagę koncentrujesz w sposób podobny do medytacji. Pisząc, wprowadzasz pewną strukturę i organizację do tygla niespokojnych uczuć. Do „kotła” skojarzeń, wspomnień i wyobrażeń. Łatwiej przezwyciężasz doświadczenia, a tak naprawdę emocje z nich wynikające. Bo emocje są przecież manifestacją, uproszczoną formą skojarzeń i myśli związanych z bodźcami, które odbieramy. Tłumienie negatywnych myśli związanych z trudnymi przeżyciami upośledza działanie układu odpornościowego. A wystarczy pisać przynajmniej przez 15 minut dziennie przez trzy, cztery dni. Pisać o poważnych traumach życiowych. Pisać o negatywnych doświadczeniach, które utrzymywane są w tajemnicy lub o których nie opowiesz szczegółowo innym osobom. Pisać, i w ten sposób skutecznie uwalniać się od wysiłku wkładanego w aktywne tłumienie myśli i emocji z nimi związanych. A im bardziej absorbujące są negatywne myśli, tym skuteczniejsze okaże się pisanie o nich. Pisanie ekspresywne, bo taką nazwę się przyjęło, jest skuteczną metodą i może pomóc w rozwiązaniu prawie każdego problemu psychicznego lub fizycznego związanego ze stresem. Ma też inne zalety, bo: można lepiej zrozumieć siebie i swoje emocje, dzięki temu podejmować trafniejsze decyzje (do myślenia na papierze zachęcałem już w mojej pierwszej książce zatytułowanej Kreator rozwiązań, której wznowienie ukaże się niebawem).

Dowodem na to, jak doskonałym narzędziem jest dla człowieka pisanie, są fakty zamieszczane w biografiach wielu pisarzy. Można się dowiedzieć, że tacy twórcy, jak Henry Miller, Virginia Woolf  czy Ernest Hemingway, pisali nie tylko dlatego oczywiście, że było to ich pasją – w każdym razie nie przede wszystkim z tego powodu – ale głównie dlatego, że stało się to dla nich oczyszczającym rytuałem. Prywatną, codzienną autoterapią, bez której trudno byłoby im żyć. Virginia Woolf  na przykład mówiła wprost, że to właśnie pisanie ratowało ją każdego dnia, że było dla niej tym, czym dla innych ludzi jest psychoanaliza…

I kiedy mając już pomysł na fabułę powieści, zacząłem ubierać ją w akcję, bardzo głęboko zatonąłem emocjonalnie w przedstawiane wydarzenia. Wracałem do trudnych dla mnie sytuacji. Ujawniły się znów skrzętnie skrywane wspomnienia, które tym razem pozwalałem sobie całkowicie odczuć i w pełni przeżyć do końca. Dzięki temu pozamykałem otwarte pętle myślowe, które paradoksalnie przypominają, zamkniętą przecież, wstęgę Mobiusa. Oczyściłem się z wielu negatywnych emocji i uczuć dotyczących tego, co jest już przeszłością. Pisząc natomiast o sytuacjach, które w moim życiu nie miało odzwierciedlenia, pozwalałem sobie na eksperymenty intelektualne i zabawę wyobraźnią. Mogłem sobie „pobaraszkować umysłem”. Dokonać symulacji ‒ asymilacji z inną osobowością. Dlatego pisanie Inwersji dostarczyło mi również ogrom przyjemności. Aby następnie obsypać mnie podarunkami, które wykreowałem poprzez ich zobrazowanie na stronach książki. Dlatego przekonałem się, że słowa mają MOC!!! 

Osiemdziesiąt pięć procent reklamacji wynika z niewłaściwego użytkowania zakupionego towaru. To smutna prawda oparta na statystykach z wielu branż i dziedzin. Potwierdzają to też moje osobiste  doświadczenia. I nie inaczej jest również w tym, jak ludzie używają MOCy, jaka jest w słowie. To, że słowa służą tobie do komunikacji z innymi osobnikami twojego gatunku, to nie znaczy, że we właściwy sposób komunikujesz wszechświatowi to, czego chcesz. Dlatego to, co dobre w twoim życiu zawdzięczasz sobie, ale to, co przykre i trudne niestety również. Świadomość non stop rywalizuje z naszą podświadomością. Czasem czujesz, że coś jest dobre, ale… nie, to przecież jest nieracjonalne, więc rezygnujesz, no bo może to śmieszne? A innym razem masz świadomość tego, że możesz coś zrobić. Możesz coś zmienić, nawyki, emocje czy programy powstrzymują cię jednak skutecznie przed zrobieniem choćby kroku. Wydaje się nieracjonalne to, co opisałem powyżej? 

To jak wytłumaczysz to, co opiszę za chwilę?

Kreacja rzeczywistości: Edgar Alan Poe w powieści Przygody Artura Gordona Pyma opisuje przypadek kanibalizmu zdesperowanej załogi statku, której głód zagląda w oczy, a ofiarą staje się niejaki Richard Parker. W 1884 roku doszło do takiej sytuacji faktycznie, nie tylko w dziele literackim, które zostało wydane w 1838 roku. Ciekawostką jest to, iż nazwisko zjedzonego w powieści jest identyczne, A powstała przecież czterdzieści lat wcześniej. Także data 5 lipca w ciekawy sposób wiąże powieść Poe i Migonette, czyli jednostkę, która zapadła w pamięć z tych drastycznych powodów, otóż ten dzień to data premiery powieści i data zatonięcia statku. Przypadek? Tak powie nie jeden. No to proszę dalej… W 1898 roku Morgan Robertson napisał Upadek Tytana. 14 lat później także w kwietniu tonie… Tytanik, tak jak w powieści niezatapialny i wyposażony w zbyt małą ilością szalup, aby uratować wszystkich pasażerów.

W moim przypadku pewne sformułowania wypowiedziane na głos i raz po raz powtórzone w różnych okolicznościach zadziałały niczym magiczne zaklęcia, które wszechświat zrealizował w najprostszy możliwy sposób. To, że złamałem nogę może odwlekło się w czasie o kilka lat, ale już rozstanie z pierwszą żoną zaistniało w przeciągu roku od wypowiedzianego przeze mnie zdania. Konieczność wyjazdu za granicę do pracy pojawiło się w pięć miesięcy po tym, jak rzuciłem tę myśl i wypowiedziałem te słowa w przestrzeń. Jednak nie tylko przykre doświadczenia były moim udziałem, bo i poznanie wielu ciekawych i przyjaznych ludzi, wydanie już drugiej i perspektywa kolejnych trzech książek. Znalezienie mi partnerki, która mogę powiedzieć, jest jakby wypisz wymaluj według zamówienia, zajęło Wszechowi, już tylko trzy miesiące. A zatem czynię postępy, i Wszechu też… 

Czasami dzielimy się pomysłami ze wszechświatem i odbieramy pomysły od niego. Czasem przychodzi nam coś do głowy ‒ pomysł, z którym nie czujemy się zdolni albo gotowi wystartować i porzucamy go, zapominamy, a po kilku lub kilkunastu miesiącach albo kilku latach dowiadujemy się, że ktoś gdzieś na świecie albo w miejscu, które my uznaliśmy za odpowiednie do realizacji tego projektu, zrobił to coś, co kiedyś do nas przyszło. Ja na przykład w moim wczesnonastoletnim życiu, czyli około tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego roku, miałem pomysł połączenia instytucji sierocińca i domu spokojnej starości w jedno. Po dwudziestu kilku  latach dotarła do mnie informacja, że taki model eksperymentalnie został wdrożony w Kanadzie około dwu tysięcznego osiemnastego roku. I świetnie się sprawdza w praktyce. I to jeden z bardziej spektakularnych przykładów, a zapewne i ty masz takie doświadczenia?

Ja napisałem INWERSJĘ i jej kontynuację, aby nie tylko marzyć, ale by być kreatorem SWOJEGO życia.

Remigiusz Nestor Kalwarski, autor książki pt. „INWERSJA”

Opublikowano

Co decyduje o sukcesie książki?

Co decyduje o sukcesie książki?

Dobry tekst to nie jedyny warunek, aby książka cieszyła się powodzeniem. Nawet najlepsza publikacja może nie zostać zauważona, bo sukces zależy od wielu aspektów. Jeśli autor nie jest osobą rozpoznawalną w mediach, nie ma dostępu do telewizji, radia i nie prowadzi mediów społecznościowych, które obserwuje duża grupa osób, promocja książki jest bardzo trudna. Jak radzą sobie z tym wydawnictwa? Przecież ciągle zdarzają się udane debiuty i pojawiają na rynku księgarskim nowe „gorące” nazwiska.

Rodzaje literatury

Najważniejsze, żeby pisać to, co czujemy, że chcemy napisać, a nie to, co się dobrze sprzedaje. Nie zmienia to faktu, że niektóre gatunki literackie cieszą się większym zainteresowaniem. Zdecydowanie łatwiej jest promować i sprzedawać reportaż niż wiersze, beletrystykę niż prace naukowe z niszowych dziedzin.

Jak mierzyć sukces książki?

Liczbą sprzedanych egzemplarzy w tradycyjnych kanałach dystrybucji czy np. ile udało się sprzedać samemu autorowi? Jakim zainteresowaniem cieszy się dana pozycja w kręgach naukowych, czy co o niej piszą recenzenci, czytelnicy? A może sukcesem jest powstanie publikacji przeznaczonej dla wąskiego grona odbiorców: rodziny, znajomych? Za każdym razem odpowiedź może być inna.

Jak sprzedawać książkę?

Po pierwsze w tradycyjnych kanałach dystrybucji, gdzie jednak nieznany autor ma szansę, ale nie pewność, że jego książka pojawi się w wybranych księgarniach. Dystrybutorzy oferują publikacje do sieci i księgarń, które samodzielnie podejmują decyzję o zakupach. Na tym etapie okładka, opis, temat mają duże znaczenie. Niemniej jednak osoby, które posiadają duży potencjał medialny mogą odnieść sukces sprzedażowy, samemu zarządzając sprzedażą:

  • poprzez media społecznościowe
  • w trakcie wystąpień publicznych (np. trenerzy)

Promocja książki

To temat rzeka i w dużej mierze czynnik decydujący o sukcesie sprzedażowym. Faktem jest, że książka ma szanse się sprzedać na bardzo nasyconym publikacjami rynku, jeśli się wyróżnia, a świadomość o jej istnieniu pojawi się w głowach potencjalnych czytelników. Możliwości jest mnóstwo. Darmowe egzemplarze dla recenzentów, którzy jednak piszą o swoich prawdziwych odczuciach po przeczytaniu książki i jeśli jakość tekstu nie spełnia ich oczekiwań, efekt może być odwrotny od zamierzonego. Płatne promocje w mediach społecznościowych i portalach o tematyce książek. Reklamy w internecie, artykuły sponsorowane, wywiady radiowe i telewizyjne, patronaty medialne, płatne miejsca ekspozycji w księgarniach. Rzadko kiedy nieznany autor może liczyć na to, że tradycyjne wydawnictwo przeznaczy wysoki budżet na promocję jego książki. To przywilej zarezerwowany dla „gorących” nazwisk. Przy self-publishingu i zasobnym portfelu możliwości stają się większe, ale zawsze należy przeliczyć, czy kwoty wydane na marketing mają szanse zwrócić się w wyniku zwiększonej sprzedaży.

Nazwisko autora

Mówi się, że książki nieznanych autorów mają szansę się sprzedawać dopiero po trzeciej, czwartej publikacji. Na rynku są takie przykłady, ale są też spektakularne debiuty. Faktem jest, że należy cierpliwie budować grono odbiorców i liczyć, że z biegiem czasu nasza grupa czytelników urośnie na tyle, że każda kolejna książka będzie murowanym sukcesem.

Opublikowano

Czy samodzielne sfinansowanie wydania książki ma sens?

Czy samodzielne sfinansowanie wydania książki ma sens?

Ile kosztuje wydanie książki? Na pewno dużo wysiłku… powie każdy autor, który ma to już za sobą. Najpierw trzeba ją napisać. To wymaga pracy i systematyczności. Potem trzeba zdecydować, czy chcemy zrezygnować z kontroli nad jej finalnym kształtem i oddać ją w ręce tradycyjnego wydawcy, czy samemu zająć się procesem wydawania. Jeśli wydawca zainwestuje własne środki w przygotowanie publikacji, to oczekuje zwrotu z tej inwestycji. Wydawnictwo to firma, która musi przynosić dochód. W takiej sytuacji wydawca generuje większość przychodu ze sprzedaży książki autora, aby najpierw pokryć poniesione koszty przygotowania książki, a następnie na niej zarobić. Autor musi zadowolić się symbolicznym wynagrodzeniem, które przy cenie książki na półce w księgarni w granicach np. 50 zł wynosi około 3 zł. Tak wyglądają polskie realia wynagrodzenia za publikację dla początkujących autorów, o ile znajdą wydawnictwo zainteresowane ich książką.

               Istnieje jeszcze inna droga. Można samemu zainwestować w wydanie książki i korzystać z tych samych kanałów dystrybucji, z których korzystają tradycyjne wydawnictwa, ale zatrzymywać większość dochodu dla siebie… Decyzja należy do autora, który jeśli jest przekonany o jakości własnej książki, o jej potencjale komercyjnym, ma zdecydowanie lepsze rozwiązanie. W początkowym etapie przygotowania książki koszt wynosi kilka tysięcy złotych. W tej cenie mieści się redakcja, projekt, skład, korekta i okładka. Później zostaje koszt druku, który zależy od formatu książki, nakładu, koloru, papieru i uszlachetnień. Należy jednak pamiętać, że jeśli myślimy o skorzystaniu z tradycyjnej dystrybucji w sieciach księgarni stacjonarnych i internetowych, to  nie musimy ponosić kosztu druku wielu tysięcy egzemplarzy. Na początek wystarczy kilkaset sztuk.

               Niezależnie, czy autor wyda w tradycyjnym wydawnictwie, czy sam sfinansuje wydanie książki, dystrybucja wygląda bardzo podobnie. Pozostaje kwestia promocji. W każdym modelu autor powinien zaangażować się w ten proces, bo nawet jeśli współpracując z tradycyjnym wydawcą, nie może liczyć na prawdziwy zarobek, to pracuje na własne nazwisko, a to będzie procentowało przy kolejnych książkach. Autor ma do dyspozycji media społecznościowe, spotkania z czytelnikami, stronę internetową. Wydawnictwo oprócz tych samych narzędzi dysponuje również własnymi, np. promocjami w systemach dystrybutorów, dzięki którym informacja o książce skuteczniej trafi do zamawiających księgarni. Niezależnie od wybranego modelu autor może być beneficjentem tych działań, dlatego warto zainwestować w wydanie własnej książki.

Opublikowano

Jak wydać książkę?

Jak wydać książkę?

Chcę wydać książkę ale jak to zrobić?

To pytanie zadaje sobie wielu autorów. Napisałeś książkę i co teraz? Miesiące przygotowań, analiz, myślenia, zmieniania konceptu, dopracowywania wszystkich szczegółów do perfekcji i w końcu jest gotowa. To ten moment, w którym pada sakramentalne pytanie: co dalej? Oczywiste zdaje się znalezienie wydawcy. Niestety wielu autorów zaczyna od szukania drukarni… W końcu mają już książkę i chcą ją zmaterializować. Nic bardziej błędnego. Książka to nie wydrukowany tekst autora, ale efekt pracy wielu ludzi. 

1. Konsultacja

Gotowa książka to zazwyczaj wizja jednej osoby – autora. Choćby najbardziej genialny twórca potrzebuje konsultacji, z którymi może się zgodzić lub nie, ale dzięki nim może w początkowej fazie, przed wydaniem książki, spojrzeć na swoje dzieło oczami innych. Do tego służą:

  • recenzja  –  opinia profesjonalnego recenzenta pomoże Ci spojrzeć na tekst „nie swoimi” oczami.
  • redakcja – zmiany o charakterze gramatycznym, leksykalnym, stylistycznym, składniowym, logicznym i merytorycznym. Czasami może okazać się, że gdzieś na chwilę straciłeś logiczny wątek lub coś jest niewystarczająco wyjaśnione. Takie zmiany nie zmieniają książki, ale wpływają na jej jakość i odbiór czytelników.

2. Każdy potrzebuje korekty 

Popełniamy błędy lub zwyczajnie nie zauważamy pomyłek. Literówki, interpunkcja wymagają wiedzy, a autor, nawet jeśli jest bestsellerowym pisarzem, wcale nie musi być znać się na poprawności językowej. On tworzy historie, pięknie opowiada, a od korekty są specjaliści. 

3. Skład

Skład książki, czyli zadbanie o tekst i ilustracje tak, aby wszystko układało się w jedną całość, także wymagają doświadczenia. Zanim książka trafi do drukarni, trzeba ją złożyć i przygotować do druku. Zadbać nie tylko o tekst, ale też o ilustracje i zdjęcia.

4. Okładka

Nic nie sprzedaje książki lepiej niż okładka. To na nią patrzy w pierwszej chwili czytelnik. To po nią sięga w księgarni i dzięki niej poświęca czas na przeczytanie opisu publikacji, który też powinni przygotować profesjonaliści. Dobry projekt okładki zwiększa sprzedaż. Pisarz zazwyczaj nie jest grafikiem, a nawet jeśli nim jest, to grafik niemający doświadczenia w projektowaniu okładek może popełnić mnóstwo błędów.

Wymienione działania to konieczne do podjęcia kroki przed wydrukowaniem książki. 

5. ISBN

Książka, która ma trafić do dystrybucji, musi posiadać numer ISBN – International Standard Book Number, który nadaje Biblioteka Narodowa. Kilka egzemplarzy książki po wydrukowaniu musi za pośrednictwem wydawnictwa trafić do Biblioteki Narodowej i kilku innych wybranych bibliotek na terenie całego kraju. Bez tego numeru książka nie może trafić do dystrybucji w księgarniach i jest oprocentowana 23% VAT.

1. Gdzie wydać książkę

Wybór wydawnictwa powinien być dokonany w pierwszej kolejności w zależności od tego czy decydujemy się na self publishing czy szukamy tradycyjnego wydawcy. Co do pierwszego rozwiązania to warto przyjrzeć się możliwościom dystrybucyjnym wydawnictwa. Powinniśmy mieć pewność, że po wydaniu nasza książka będzie dostępna w księgarniach, a czytelnik będzie mógł ją kupić. Ważna jest też jakość projektowanych okładek, co świadczy o klasie zatrudnianych specjalistów ale też o tym na jakim poziomie będzie okładka naszej książki. Istotnym elementem jest promocja książki. Przed decyzją o współpracy warto poznać jakie możliwości daje wydawnictwo. Przy publikacjach w kanale self publishingu to my decydujemy o marketingu i mamy autonomiczny wpływ na działania reklamowe. To duża przewaga nad tradycyjnym systemem wydawniczym gdzie autor musi w 100% zdać się na wydawcę. Co do wydawnictw tradycyjnych to warto przyjrzeć się profilowi wydawnictwa, czyli jaką literaturę decyduje się najczęściej wydawać pod swoimi skrzydłami. Mamy zdecydowanie większe szanse wysyłając kryminał do wydawnictwa wydającego kryminały, niż wysyłając ten sam tekst do wydawnictwa specjalizującego się w literaturze erotycznej.

2. Dystrybucja książki

Autor, który wydrukował książkę, może sprzedawać ją własnymi kanałami. Na spotkaniach z czytelnikami, szkoleniach, targach (jeśli jest gotowy samodzielnie ponieść wysokie koszty wystawiennicze), przez internet. Niemniej jednak są to ograniczone drogi dotarcia do czytelników. Autorzy nie mają możliwości samodzielnie dotrzeć ze swoimi publikacjami do tradycyjnych kanałów dystrybucji. Nie da się zadzwonić do Empiku i powiedzieć: „Dzień dobry, nazywam się Adam Kowalski i napisałem książkę, kupicie ją ode mnie?”. Tak to nie działa. Zadaniem wydawnictwa jest zadbanie o szeroką dystrybucję książki nie tylko w tradycyjnych księgarniach, ale również w internecie. Przy tworzeniu drukowanej książki koszty wyprodukowania e-booka są bardzo małe. Liczba sprzedawanych e-booków stale rośnie i warto zadbać również o obecność na platformach, takich jak Legimi, Storytel, Virtualo, Empik, Amazon czy Apple. 

3. Promocja książki

Narzędzi promowania książki jest bardzo dużo. Niektóre dostępne są jedynie za pośrednictwem wydawnictwa. Dystrybutorzy, którzy docierają do księgarni zarówno tradycyjnych, jak i internetowych mają własne narzędzia promocyjne i sprzedażowe, z których może skorzystać autor, a raczej wydawnictwo w imieniu autora. Możliwe są kampanie w mediach społecznościowych, spotkania autorskie, działania PR, reklama na portalach internetowych poświęconych czytelnictwu, itd itd.