Opublikowano Dodaj komentarz

Od czasu powstania pomysłu do napisania powieści może minąć kilka lat ale gdy nadejdzie ta chwila zaczynamy pisać – o tym, jak to było w przypadku książki pt. “GEN”, opowiada autor Juliusz Adel.

Skąd czerpałem inspirację do napisania książki pt. “GEN”?

Nie wiem, kiedy pojawiła się ta myśl, a właściwie obraz pochylonego nad postawioną na biurku maszyną do pisania mężczyzny. Mała, stojąca obok lampka oświetlała powstający tekst. Miałem wtedy kilka lat. Ten mężczyzna siedział i pisał książkę – to byłem ja w przyszłości. Były zatem jakieś pomysły, rękopisy, kilka spisanych na maszynie utworów, a potem komputer.

Czas mijał, lata leciały. Kilkadziesiąt wierszy, kilkanaście opowiadań, kilka powieści, które lądowały w szufladzie.

Warszawę z różnych powodów odwiedzałem wielokrotnie. Klinika, praca, polityka, odwiedziny rodziny. Nie zgubię się w Warszawie, ale też nie mogę powiedzieć, że znam dobrze miasto. Ciekawość pcha mnie jednak między budynki.

Warto umieścić tam akcję powieści.

Dawno, dawno temu wśród nowych znajomych usłyszałem o GMO, ale nie znałem tego skrótu, więc pytam. To nie jest wstyd nie wiedzieć, wstydzę się udawania, że wiem. Długo rozmawialiśmy na ten temat, poznałem trochę szczegółów, ale było mi mało, więc sięgnąłem po kolejne informacje: czytałem artykuły, obejrzałem kilka filmów, kupiłem książki. Szczególnie inspiruje mnie historia Arpada Pusztaiego.

To jest to, o czym chciałem napisać.

Stoję całkowicie bezradny, wpatrzony w panujący na biurku bałagan. Przy każdym spotkaniu zastanawiam się, jakim cudem tak niekompetentny człowiek zostaje prezesem, w jakim celu „prawa ręka” prezesa podpuszcza tego nieradzącego sobie człowieka do popełniania kolejnych błędów.

Tych ludzi warto zapamiętać.

Jadący w celach biznesowych do Beneluksu kuzyn zaproponował mi wyjazd, bo już kiedyś byłem w Holandii. Wyjazd jest „objazdowy”, więc kilka miejscowości zwiedzam sam, ale w Brukseli jesteśmy razem. Niestety czasu mamy niewiele i spacerujemy po magicznym centrum miasta. Cudne miejsce.

Warto choć na chwilę przenieść tu bohaterów książki.

Rozmowa z dyżurnym strażnikiem, jedna brama, zostawiam telefon w skrytce, a kluczyk chowam do kieszeni, druga brama, przejście koło stołówki i „spacernika”, drzwi, jedna krata, druga krata, długi korytarz, schody, kolejna krata, czekanie w towarzystwie strażnika więziennego na otwarcie sali. Takie miejsce, taki kurs. I prowadzę wykłady, planuję, a następnie prowadzę zajęcia praktyczne, poznaję kursantów. Ludzi o różnej przeszłości i niepewnej przyszłości.

To są ludzie, o których chciałem napisać.

Tylko skończę ten kurs i wyjadę do pracy w Austrii.

Kurs kończę z opóźnieniem i muszę zrezygnować z wyjazdu do Austrii, jadę do Szwecji. Dobrze się tam czuję. Cisza, spokój, przestrzeń. Więcej pracy niż zwiedzania, ale i tak poznaję okolicę, ludzi i ich zwyczaje. Spaceruję po lesie, relaksuję się nad okolicznymi jeziorami, poznaję ludzi, którzy także inspirują. Zabytkowe XVII-wieczne siedlisko na górce ma swój klimat, jest też czas na pisanie.

Włączam w radiu stację z klasycznym szwedzkim punk rockiem, uruchamiam laptopa. Słowa spływają na ekran, tworząc zdania, zdania układają się w akapity, akapity tworzą rozdziały. Teraz już na pewno to jestem ja. Pochylam się nad klawiaturą postawionego na biurku laptopa. Mała, stojąca obok lampka oświetla klawiaturę, na ekranie pojawia się powstający tekst.

Juliusz Adel, autor książki pt. “GEN”

Opublikowano Dodaj komentarz

Jak sprzedać książkę?

Jak sprzedać książkę?

W książce „Bogaty ojciec, biedny ojciec” Robert T. Kiyosaki przytacza historię znanej dziennikarki, która opanowała sztukę pisania do perfekcji i która pisała dobre książki, ale nie miała efektów sprzedażowych. Żaląc się na ten stan rzeczy autorowi, którego książki sprzedały się w nakładzie 30 milionów egzemplarzy i przez lata utrzymywały się na liście bestsellerów, usłyszała niezwykłą wskazówkę: „Powinna pani zapisać się na kurs sprzedaży”. Jej zdziwienie było ogromne i uznała tę wskazówkę za coś, co ją obraża jako dobrą pisarkę. W rezultacie wyszła obrażona ze spotkania i nie skorzystała z udzielonej rady. 

Robert Kiyosaki swoją pierwszą książkę wydał sam w systemie self-publishinbgu. Żaden wydawca nie był zainteresowany jej publikacją, wielu twierdziło, że zawarte w niej treści są nieprawdziwe i przez to nie znajdzie na nią chętnego wydawcy. Autor wydrukował książkę sam i odniósł spektakularny sukces. Stało się tak dzięki jego umiejętnościom sprzedaży, promocji i przede wszystkim dzięki zawartym w jego książce rewolucyjnym treściom.  Ważny był też upór i wiara w siebie. 

Kiyosaki to niejedyny przykład słynnego odnoszącego sukcesy autora, który samodzielnie wydawał swoje książki. Robili tak również Edgar Allan Poe, Stephen King czy E.L. James, autorka książki „Pięćdziesiąt twarzy Graya”, która odniosła jeden z największych sukcesów literackich ostatnich lat. Tylko nieliczni autorzy mogą poszczycić się takimi sukcesami, ale jak widać na przykładzie wyżej wymienionych, nie ma znaczenia, czy książkę wydajemy sami czy w tradycyjnym wydawnictwie. Ważne jest, co i jak piszemy, czy są chętni nas czytać czytelnicy, których zainteresuje nasza twórczość, szczęście, jak w każdej dziedzinie życia i czy umiemy ją sprzedać!

Co decyduje o sukcesie książki?

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Zadają je sobie codziennie wydawcy i pisarze na całym świecie, ale tylko nielicznym udaje się odnieść spektakularny sukces. Na pewno istotne jest to, o czym opowiada książka i czy ma szanse zainteresować potencjalnie duże grono odbiorców. Niezależnie jednak, czy jest to literatura piękna czy beletrystyka najwyższych lotów, literatura na poziomie literackiej nagrody Nobla, reportaż traktujący o ważnych zagadnieniach, czy romanse, które porywają miliony, to ważni są czytelnicy. 

Autor może tworzyć książki „do szuflady”, ale jeśli myśli o wydawaniu i sprzedaży, to musi zaproponować treści, które zainteresują innych. Nie należy jednak skupiać się na pisaniu „pod publikę”, bo dla nieznanego autora szanse, że jego książka trafi do grona dużej liczby odbiorców, jest mała. Na swoje nazwisko pisarz pracuje latami, zdobywając czytelników, kolejnymi wydanymi książkami. To proces, w trakcie którego należy pozostać w zgodzie ze swoimi upodobaniami, stylem i treściami, które zawieramy w książce. Nawet wtedy, gdy autor wyda kilka książek, które spotkają się z przychylnymi recenzjami, nie ma gwarancji, że jego twórczość trafi do milionów. Może na zawsze pozostać mało rozpoznawalnym pisarzem, który ma jednak swoje grono czytelników i sprzedaje im swoje książki. 

Jak sprzedawać książkę przed jej wydaniem?

W przeciwieństwie do XIX-wiecznych czy nawet XX-wiecznych autorów możliwości promocji i sprzedaży książek dla początkujących autorów są niewspółmiernie większe. Konkurencja oczywiście również. Pisarze zyskali potężne narzędzie w postaci internetu i mediów społecznościowych. Przytoczony przykład E.L. James, która publikowała za darmo elementy swojej słynnej książki w internecie, angażując czytelników w tworzenie fabuły, ewidentnie ilustruje, że budowanie grona zaangażowanych odbiorców można zacząć na długo przed wydaniem pierwszej książki. To tylko jeden ze sposobów promocji. 

W internecie funkcjonuje wiele osób, które w wyniku prowadzonych blogów, kont na portalach społecznościowych, gdzie publikują treści, cieszą się dużym zainteresowaniem, posiadają znaczne grono wiernych obserwatorów potencjalnie zainteresowanych zakupem ich książki. Zazwyczaj są to treści poradnikowe, od zdrowego trybu życia, psychologii, podróży do szeroko rozumianego biznesu. Tacy autorzy, zanim wydadzą książkę, gromadzą wokół siebie potencjalnych czytelników, co przekłada się później na wyniki sprzedaży. Pisarze preferujący poezję mogą zaistnieć, biorąc udział w konkursach poetyckich, a ci piszący beletrystykę mogą publikować fragmenty na dedykowanych do tego portalach internetowych. Nawet jeśli autor nie jest popularnym blogerem ani nie publikował fragmentów książki w internecie, zawsze pozostaje informowanie czytelników o książce przed jej wydaniem, np. poprzez media społecznościowe. Warto pomyśleć o zainteresowaniu nią poczytnych blogerów, którzy jeśli zgodzą się na jej przeczytanie i recenzję, mogą znacznie zwiększyć krąg zainteresowanych czytelników. 

Jak wydać książkę?

Prawidłowa odpowiedź nie brzmi: w tradycyjnym wydawnictwie lub samemu, ale starannie! Niezależnie od obranej drogi wydawniczej cały wysiłek pisarza poświęcony na napisanie książki i budowanie grona odbiorców może zniweczyć niestarannie przygotowana publikacja. Redakcja, skład, korekta i przyciągająca uwagę okładka składają się razem na jakość książki, która zależna jest nie tylko od treści i wysiłku autora, ale również od pracy wykonanej w trakcie przygotowania publikacji. Błędy ortograficzne, stylistyczne, literówki, brak profesjonalnego składu i okładki skutecznie zniechęcą czytelników do zakupu i czytania książki, nawet jeśli zawarte w niej treści są porywające. Zarówno wydając samemu, jak i u tradycyjnego wydawcy pokładamy wiarę w profesjonalizm wydawnictwa. 

W obu modelach zdarzają się jednak przypadki, gdzie wydawca nie stanął na wysokości zadania lub czasami wystarczy, że ktoś wyśle do druku błędne pliki i efekt jest, lekko mówiąc, mało zadawalający. Ważne, żeby tego pilnować i przykładać do tego dużą wagę. 

Sprzedaż książki

Autorzy, którzy zbudują grupę czytelników przed wydaniem książki, mogą liczyć na udaną premierę. Duża sprzedaż w pierwszych tygodniach po premierze niesie za sobą sporą szansę, że zainteresuje się nią większa liczba księgarni i dystrybutorów. Rynek chce zarabiać pieniądze i jeśli książka danego autora cieszy się powodzeniem, to wszyscy chcą ją sprzedawać. Tym, którzy nie wykonają tej pracy przed premierą, pozostaje liczyć na skuteczne działania promocyjne wykonane przez wydawnictwo. 

W tradycyjnym modelu to wydawnictwo ryzykuje swoje środki na wydanie książki. Koszt przygotowania publikacji, wydruk nakładu i dystrybucja leżą po stronie wydawcy. Nikt nie angażuje swoich zasobów, nie licząc na ich zwrot i zarobek, dlatego renomowane wydawnictwa promują wydawane przez siebie książki na wiele różnych sposobów. Reklamy w portalach społecznościowych, pozyskiwanie wartościowych opinii poczytnych recenzentów, reklamy na często uczęszczanych serwisach tematycznych, zgłaszanie książek do konkursów literackich. Dział PR wydawnictwa stara się zainteresować publikacją wybranych dziennikarzy, aby napisali o książce lub opowiedzieli o niej na antenie. Organizowane są konkursy w mediach, w których np. w zamian za przekazane egzemplarze, autorzy zapraszani są do audycji radiowych czy telewizyjnych. Jeśli książka porusza ważne zagadnienia społeczne, to liczba zainteresowanych mediów może być znaczna, a to przekłada się na sprzedaż. Jeśli to beletrystyka, to wciągająca historia przedstawiona w książce i nierzadko osobowość samego autora mogą mieć decydujące znaczenie dla zainteresowania dziennikarzy. Największe światowe bestsellery i uznani pisarze mogą liczyć również na bardzo drogie, odpłatne formy reklamy w sieciach księgarni, w internecie, a nawet w tradycyjnych mediach. 

Te wszystkie działania wymagają sporego zaangażowanie wydawcy i generują koszty nierzadko podobne lub większe od tych zainwestowanych w same wydanie książki. Dlatego w tradycyjnym modelu wydawniczym to wydawnictwo zatrzymuje dla siebie lwią część dochodu ze sprzedaży książki. 

Inaczej wygląda to w modelu self-publishingu. Autor sam pokrywa koszty przygotowania i publikacji książki, a wydawca zajmuje się jej dystrybucją. W tym wypadku wydawcy również zależy na sprzedaży książki autora. Sukces sprzedażowy buduje nazwisko autora i prestiż wydawcy. Wydawca otrzymuje co prawda mniejszą część dochodu, ale zajmując się wydaniem książki, dba o sukces autora.  Z racji tego, że to autor poniósł koszty, również autorowi należy się większa część zysku z jej sprzedaży. Dlatego bardzo ważne jest, aby autor w porozumieniu z wydawcą zaplanowali działania promocyjne, które wspomogą sprzedaż książki. 

W tradycyjnym modelu autor pokrywa koszty promocji pośrednio, rezygnując na rzecz wydawcy z dużej części dochodu ze sprzedaży książki. W modelu, w którym sam ponosi koszty jej publikacji, powinien zaangażować dodatkowe środki na jej promocję, a obowiązkiem wydawcy jest zapewnienie autorowi środków i narzędzi do realizacji działań marketingowych. Mogą to być wysyłki do recenzentów, promocja książki i autora na stronie internetowej wydawcy i na jego kanałach w mediach społecznościowych. Zadbanie o odpowiednią promocję i ekspozycję informacji o książce przez dystrybutora, zapewnienie dostępu do profesjonalnej obsługi PR czy negocjowanie odpłatnych form reklamy z dystrybutorami i księgarniami. W tych tematach wydawca wspiera autora, ale część obowiązków tradycyjnego wydawcy przejmuje na siebie autor.  Pieniądze, które inwestuje w marketing, podobnie jak tradycyjny wydawca, mogą zadecydować o jej sukcesie. 

W modelu self-publishingu wydawca i autor są partnerami, którzy wspólnie pracują nad sukcesem książki. To wymaga zaangażowania z obu stron. 

Kiedy autor książki odniesie sukces?

Czasami bardzo szybko, a czasami nigdy. Nikt nie zna recepty, ale każdemu autorowi i jego książce można pomóc w zaistnieniu na rynku. Składa się na to mnóstwo okoliczności, podjętych decyzji, wykonanej pracy i niekiedy szczęścia. Mówi się, że książki nieznanych autorów mają szansę się sprzedawać dopiero po trzeciej, czwartej publikacji. Na rynku są takie przykłady, ale są też spektakularne debiuty. Faktem jest, że należy cierpliwie budować grono odbiorców i liczyć, że z biegiem czasu nasza grupa czytelników urośnie na tyle, że każda kolejna książka będzie murowanym sukcesem. W końcu pisanie to nie recepta na sukces, a sposób na życie i realizacja pasji. 

Opublikowano Dodaj komentarz

SŁOWA MAJĄ MOC! Czyli dlaczego napisałem INWERSJĘ?

SŁOWA MAJĄ MOC! Czyli dlaczego napisałem INWERSJĘ?

Odpowiedź, której udzielę dziś, różni się od tej, której udzieliłbym, zanim zasiadłem do pisania.  Różni się od tej, którą dałbym jeszcze między marcem a czerwcem dwa tysiące dwudziestego roku, kiedy to pracowałem nad książką. Chyba wiele osób, kiedy kończy jakieś zadanie, projekt, zauważa zmianę swojego podejścia do zagadnienia, którym się zajmowało. Jeśli nawet nieświadomie, to umysł samoistnie robi remanent, przez co można zauważyć zmianę  nastawienia do ukończonego dzieła. Dzieje się to zapewne też pod wpływem tych wszystkich okoliczności i wydarzeń, które zaszły w trakcie pracy nad danym zagadnieniem ‒ dziełem. Dokonuje się oswojenie go i głębsze zrozumienie danej kwestii. Dotyczy to nie tylko doświadczeń, których się nie spodziewałem, lecz także i tych, które były wkalkulowane w proces, lecz zanim stały się doświadczeniem fizycznym, były tylko informacją funkcjonującą w świadomości nawet niewyobrażeniem. Zmieniły jednak swoją wagę czy wartość, a przez to moje podejście do procesu, który się dokonał, uległo ewolucyjnej metamorfozie. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że napisałem INWERSJĘ, bo od lat marzyłem o tym, aby pisać powieści. Przede wszystkim napisałem ją jednak, bo słowa mają moc! 

Słowa mają MOC, by kreować całe światy, budować wielkie rzeczy, ale też, by niszczyć wszystko i zabijać wolę istnienia. Od słowa się zaczyna, bo precyzuje ono i uściśla, konkretyzuje myśli. „Słowa to czarodziejskie pchły” – śpiewa L.U.C. Nasz świat się od niego zaczyna i nim się skończy. Więc gdy chcesz cokolwiek zmienić w świecie, którego jesteś uczestnikiem, elementem, ale i demiurgiem, to słowo daję, masz dostęp do MOCY. Zrozumieć to i nauczyć się nim posługiwać, by doświadczać magicznych zdarzeń i przeżywać swoje życie w szczęściu przez duże „S”, było dla mnie jak odnalezienie źródła istnienia.

Bo pisanie działa terapeutycznie, tak jak wygadanie się przyjacielowi. Jak lekarstwo uśmierzające ból. I to fenomen, że nie tylko ten psychiczny. Okazuje się, że pisanie może poprawić stan fizyczny, a to poprzez fakt połączenia między sferami, z jakich się składamy, czyli Ciała, Umysłu i Ducha. Dowodzą tego badania naukowe między innymi przeprowadzone przez Jamesa Pennebakera z University of Texas w Austin i Joshui Smytha z Syracuse University. Przeprowadzili oni kilka prób, które pokazały, że codzienna praktyka sam na sam z własnym słowem może czynić CUDa. W eksperymentach, które przeprowadzili z udziałem chorych, grupa, która codziennie poświęcała pół godziny na opisywanie swoich przeżyć, wyniki badań wykazywały znaczną poprawę stanu zdrowia niż w grupie kontrolnej. Takie rezultaty zauważono jednakowo u chorych ze zdiagnozowanymi chorobami przewlekłymi, ale również u tych, u których zdiagnozowano choroby, na które medycyna w tym czasie nie znała lekarstwa, więc uważano ich za nieuleczalnie chorych. Skąd się biorą te rezultaty? 

Wyobraź sobie, że każdej doby w twoim umyśle pojawia się około sześćdziesięciu tysięcy myśli, a ile z nich znajduje ujście w formie słów? W zależności od twoich indywidualnych preferencji to maksymalnie jedna trzecia. A średnio to tylko jedna czwarta, w tej pozostałej części może się zapętlić coś, co cię zatrzymuje w miejscach, które są dla ciebie trudne. I takie zapętlenia są niczym przytkane arterie, powodujące niedokrwienie, a w końcu zawał. No i…? No i…

Pisząc, w skupieniu swoją uwagę koncentrujesz w sposób podobny do medytacji. Pisząc, wprowadzasz pewną strukturę i organizację do tygla niespokojnych uczuć. Do „kotła” skojarzeń, wspomnień i wyobrażeń. Łatwiej przezwyciężasz doświadczenia, a tak naprawdę emocje z nich wynikające. Bo emocje są przecież manifestacją, uproszczoną formą skojarzeń i myśli związanych z bodźcami, które odbieramy. Tłumienie negatywnych myśli związanych z trudnymi przeżyciami upośledza działanie układu odpornościowego. A wystarczy pisać przynajmniej przez 15 minut dziennie przez trzy, cztery dni. Pisać o poważnych traumach życiowych. Pisać o negatywnych doświadczeniach, które utrzymywane są w tajemnicy lub o których nie opowiesz szczegółowo innym osobom. Pisać, i w ten sposób skutecznie uwalniać się od wysiłku wkładanego w aktywne tłumienie myśli i emocji z nimi związanych. A im bardziej absorbujące są negatywne myśli, tym skuteczniejsze okaże się pisanie o nich. Pisanie ekspresywne, bo taką nazwę się przyjęło, jest skuteczną metodą i może pomóc w rozwiązaniu prawie każdego problemu psychicznego lub fizycznego związanego ze stresem. Ma też inne zalety, bo: można lepiej zrozumieć siebie i swoje emocje, dzięki temu podejmować trafniejsze decyzje (do myślenia na papierze zachęcałem już w mojej pierwszej książce zatytułowanej Kreator rozwiązań, której wznowienie ukaże się niebawem).

Dowodem na to, jak doskonałym narzędziem jest dla człowieka pisanie, są fakty zamieszczane w biografiach wielu pisarzy. Można się dowiedzieć, że tacy twórcy, jak Henry Miller, Virginia Woolf  czy Ernest Hemingway, pisali nie tylko dlatego oczywiście, że było to ich pasją – w każdym razie nie przede wszystkim z tego powodu – ale głównie dlatego, że stało się to dla nich oczyszczającym rytuałem. Prywatną, codzienną autoterapią, bez której trudno byłoby im żyć. Virginia Woolf  na przykład mówiła wprost, że to właśnie pisanie ratowało ją każdego dnia, że było dla niej tym, czym dla innych ludzi jest psychoanaliza…

I kiedy mając już pomysł na fabułę powieści, zacząłem ubierać ją w akcję, bardzo głęboko zatonąłem emocjonalnie w przedstawiane wydarzenia. Wracałem do trudnych dla mnie sytuacji. Ujawniły się znów skrzętnie skrywane wspomnienia, które tym razem pozwalałem sobie całkowicie odczuć i w pełni przeżyć do końca. Dzięki temu pozamykałem otwarte pętle myślowe, które paradoksalnie przypominają, zamkniętą przecież, wstęgę Mobiusa. Oczyściłem się z wielu negatywnych emocji i uczuć dotyczących tego, co jest już przeszłością. Pisząc natomiast o sytuacjach, które w moim życiu nie miało odzwierciedlenia, pozwalałem sobie na eksperymenty intelektualne i zabawę wyobraźnią. Mogłem sobie „pobaraszkować umysłem”. Dokonać symulacji ‒ asymilacji z inną osobowością. Dlatego pisanie Inwersji dostarczyło mi również ogrom przyjemności. Aby następnie obsypać mnie podarunkami, które wykreowałem poprzez ich zobrazowanie na stronach książki. Dlatego przekonałem się, że słowa mają MOC!!! 

Osiemdziesiąt pięć procent reklamacji wynika z niewłaściwego użytkowania zakupionego towaru. To smutna prawda oparta na statystykach z wielu branż i dziedzin. Potwierdzają to też moje osobiste  doświadczenia. I nie inaczej jest również w tym, jak ludzie używają MOCy, jaka jest w słowie. To, że słowa służą tobie do komunikacji z innymi osobnikami twojego gatunku, to nie znaczy, że we właściwy sposób komunikujesz wszechświatowi to, czego chcesz. Dlatego to, co dobre w twoim życiu zawdzięczasz sobie, ale to, co przykre i trudne niestety również. Świadomość non stop rywalizuje z naszą podświadomością. Czasem czujesz, że coś jest dobre, ale… nie, to przecież jest nieracjonalne, więc rezygnujesz, no bo może to śmieszne? A innym razem masz świadomość tego, że możesz coś zrobić. Możesz coś zmienić, nawyki, emocje czy programy powstrzymują cię jednak skutecznie przed zrobieniem choćby kroku. Wydaje się nieracjonalne to, co opisałem powyżej? 

To jak wytłumaczysz to, co opiszę za chwilę?

Kreacja rzeczywistości: Edgar Alan Poe w powieści Przygody Artura Gordona Pyma opisuje przypadek kanibalizmu zdesperowanej załogi statku, której głód zagląda w oczy, a ofiarą staje się niejaki Richard Parker. W 1884 roku doszło do takiej sytuacji faktycznie, nie tylko w dziele literackim, które zostało wydane w 1838 roku. Ciekawostką jest to, iż nazwisko zjedzonego w powieści jest identyczne, A powstała przecież czterdzieści lat wcześniej. Także data 5 lipca w ciekawy sposób wiąże powieść Poe i Migonette, czyli jednostkę, która zapadła w pamięć z tych drastycznych powodów, otóż ten dzień to data premiery powieści i data zatonięcia statku. Przypadek? Tak powie nie jeden. No to proszę dalej… W 1898 roku Morgan Robertson napisał Upadek Tytana. 14 lat później także w kwietniu tonie… Tytanik, tak jak w powieści niezatapialny i wyposażony w zbyt małą ilością szalup, aby uratować wszystkich pasażerów.

W moim przypadku pewne sformułowania wypowiedziane na głos i raz po raz powtórzone w różnych okolicznościach zadziałały niczym magiczne zaklęcia, które wszechświat zrealizował w najprostszy możliwy sposób. To, że złamałem nogę może odwlekło się w czasie o kilka lat, ale już rozstanie z pierwszą żoną zaistniało w przeciągu roku od wypowiedzianego przeze mnie zdania. Konieczność wyjazdu za granicę do pracy pojawiło się w pięć miesięcy po tym, jak rzuciłem tę myśl i wypowiedziałem te słowa w przestrzeń. Jednak nie tylko przykre doświadczenia były moim udziałem, bo i poznanie wielu ciekawych i przyjaznych ludzi, wydanie już drugiej i perspektywa kolejnych trzech książek. Znalezienie mi partnerki, która mogę powiedzieć, jest jakby wypisz wymaluj według zamówienia, zajęło Wszechowi, już tylko trzy miesiące. A zatem czynię postępy, i Wszechu też… 

Czasami dzielimy się pomysłami ze wszechświatem i odbieramy pomysły od niego. Czasem przychodzi nam coś do głowy ‒ pomysł, z którym nie czujemy się zdolni albo gotowi wystartować i porzucamy go, zapominamy, a po kilku lub kilkunastu miesiącach albo kilku latach dowiadujemy się, że ktoś gdzieś na świecie albo w miejscu, które my uznaliśmy za odpowiednie do realizacji tego projektu, zrobił to coś, co kiedyś do nas przyszło. Ja na przykład w moim wczesnonastoletnim życiu, czyli około tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego roku, miałem pomysł połączenia instytucji sierocińca i domu spokojnej starości w jedno. Po dwudziestu kilku  latach dotarła do mnie informacja, że taki model eksperymentalnie został wdrożony w Kanadzie około dwu tysięcznego osiemnastego roku. I świetnie się sprawdza w praktyce. I to jeden z bardziej spektakularnych przykładów, a zapewne i ty masz takie doświadczenia?

Ja napisałem INWERSJĘ i jej kontynuację, aby nie tylko marzyć, ale by być kreatorem SWOJEGO życia.

Remigiusz Nestor Kalwarski, autor książki pt. “INWERSJA”

Opublikowano Dodaj komentarz

Skąd się biorą książki o własnych doświadczeniach?

Skąd się biorą książki o własnych doświadczeniach?

Są osoby, które lubią się dzielić uśmiechem, dobrym humorem, miłością i troską, swoim doświadczeniem. Tym, co ulotne, i tym, co namacalne. Decyzja o dzieleniu się swoimi zasobami materialnymi jest dla wielu z nas pozornie trudniejsza, bo wtedy ich nam ubywa. Pozostawia jednak konkretny ślad. Może to być potwierdzenie bankowe przelanej kwoty, dyplom z podziękowaniem, ale może to być aparatura medyczna czy nawet budynek szkoły lub szpitala. Fundatorzy lub organizatorzy zbiórek chętnie mocują na nich swoje „wizytówki” – pamiątkowe tabliczki. Budzi to uzasadnione uznanie, ba, nawet podziw innych, a często jest także wzorem i zachętą dla nich do podobnych działań. Każdy, kto kiedyś brał udział w organizacji takich projektów, doskonale zna to uczucie ogromnej satysfakcji dzielenia się z innymi. 

Jest też inna platforma dzielenia się – to chęć opowiedzenia o swoich przemyśleniach i doświadczeniach. Wszyscy mamy w sobie coś z nauczyciela. Najpierw pobieramy nauki od tych mądrzejszych i bardziej doświadczonych, potem się nimi dzielimy z innymi. Tak bywa zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym. To przecież my jesteśmy nauczycielami dla naszych dzieci. Dzielimy się swoimi doświadczeniami z koleżankami i kolegami, ze swoim zespołem w pracy.

Kiedy następuje jakieś ciekawe wydarzenie w naszym życiu, które chcemy utrwalić, najczęściej robimy zdjęcia i wrzucamy je na Facebooka. Czasem dodamy jakiś tekst, kiedyś były to albumy z fotografiami lub listy. Są jednak osoby, które mają dar od Boga do przelewania swoich myśli „na papier”, a teraz „na klawiaturę”, barwnie opisując swoje wspomnienia. Na ich podstawie powstają narracje będące osią fascynujących powieści, które potem jak ciepłe bułki rozchodzą się w stacjonarnych lub interstacjonarnych księgarniach. 

Co jednak skłania, nie tego z wrodzonym talentem, ale tego przeciętnego mieszkańca naszej planety do napisania książki? Do dzielenia się swoimi doświadczeniami, przemyśleniami z innymi, głównie nieznanymi mu osobami, do dzielenia się sobą?

Zapewne wiele elementów tej decyzji jest wspólnych, a równocześnie każdy ma jakiś jeden ten swój, ten osobisty, ten jedyny, ten tylko mój.

To, że „talent od Boga” mają nieliczni, to już ustaliliśmy. Co ciekawe, nawet ci z talentem ciężko pracują, po to aby osiągnąć oglądany i jakże chętnie czytany przez nas efekt. Gdzieś przeczytałem, że nasza wspaniała noblistka Olga Tokarczuk, aby napisać 1 (słownie: jedną) książkę, musi przeczytać innych książek aż 1000 (słownie: tysiąc) – WOW!!!

Wracamy więc z powrotem z literackiego kosmosu na ziemię, do grona tych, którym Bóg talentu p. Olgi poskąpił. Aby wygenerować w sobie chęć napisania książki, musi w naszym życiu coś się wydarzyć, coś przełomowego, coś co nami wstrząśnie. Znane jest powiedzenie, że prawdziwy mężczyzna musi mieć syna, zasadzić drzewo (z upływem czasu zmieniono to w wybudowanie domu) oraz napisać książkę.

U ojców trzech córek, takich jak ja, pokusa dzielenia się swoimi myślami rośnie więc wielokrotnie, w miejsce tego syna, którego nam mieć nie dano. W dodatku jest to dzielenie, od którego wcale nie ubywa (materialnie rzecz jasna), a wręcz przybywa. Opis jednego zdarzenia, pobudza pamięć do sięgania coraz to głębiej, do wspomnień, okoliczności, motywacji i końcu jego konsekwencji lub rezultatów. Jeśli chcemy uchwycić szerszy kontekst, warto sięgnąć po inne opisy, źródła, fakty, porównać swój przypadek z innymi – no i wychodzi na przepis p. Olgi…

dr. Mariusz Szeib, autor książki Ósmy kontynent

Opublikowano Dodaj komentarz

Co musisz wiedzieć, zanim wydasz książkę?

Co musisz wiedzieć, zanim wydasz książkę?

Po pierwsze upewnij się, że twoja książka jest gotowa. Jeśli historia, którą opisałeś, jest zakończona, to nie znaczy, że skończyłeś pracę nad książką. To moment, w którym można ją przenieść na wyższy poziom. Daj ją do przeczytania recenzentom, rodzinie, znajomym, zbierz opinie i upewnij się, że osiągnąłeś zamierzony efekt, że czytelnicy reagują na twoją historię, tak jak to zaplanowałeś.

Znajdź profesjonalnego wydawcę. Jeśli nie dysponujesz środkami na wydanie i wydruk książki, to musisz skupić się na tradycyjnych wydawnictwach. Jeśli jednak chcesz zainwestować w siebie, to rozważ opcję self-publishingu. Będziesz miał kontrolę nad całym procesem wydawniczym i będziesz generować większość zysków ze sprzedaży książki. Niezależnie od drogi, którą wybierzesz, koniecznie skorzystaj z pomocy profesjonalistów przy przygotowaniu publikacji. Wartość merytoryczna książki to jedno, a jej odbiór przez czytelników to co innego. 

W książce nie powinno być błędów, okładka musi zachęcać do jej zakupu, a jakość wydania nie może odstraszać, ale skłaniać do przeczytania. Potrzebujesz pomocy wydawnictwa, które nie tylko zajmie się przygotowaniem publikacji, ale również jej dystrybucją i promocją.

Przygotuj swoją stronę internetową lub zacznij prowadzić bloga. To twoja wizytówka, więc powinna być atrakcyjna wizualnie i responsywna, tzn. poprawnie wyświetlać się na komputerach i telefonach komórkowych. Informacje na stronie muszą prezentować ciebie jako autora. Z czasem możesz dodawać na niej aktualności o twoich sukcesach wydawniczych, spotkaniach z czytelnikami, wystąpieniach publicznych. Strona internetowa to pierwsze źródło wiedzy o autorze.

Przygotuj informacje o sobie i o książce w taki sposób, aby jak najbardziej zachęcały do zakupu książki. Nie musisz pisać o swoich osiągnięciach zawodowych, które często nie są powiązane z pasją pisania. Zaprezentuj siebie jako człowieka, pokaż, co jest dla ciebie ważne i czemu piszesz. Pochwal się osiągnięciami wydawniczymi, jeśli je masz. Informacja o książce powinna być zwięzła i ciekawa, zachęcać do zakupu. 

Załóż konta na social mediach i przygotuj plan komunikowania informacji o wydaniu książki. Buduj napięcie, poszerzaj zasięgi, zachęcaj czytelników do przeczytania twojej książki. Warto udzielać się również w grupach tematycznych dostępnych w internecie, a nawet publikować tam fragmenty książki. To dobry sposób na pozyskanie zainteresowanych twoją książką czytelników.

Zaplanuj działania marketingowe. Niezależnie od tego, czy będziesz starać się samodzielnie dotrzeć do mediów i recenzentów z informacją o twojej książce, czy oddasz działania promocyjne w ręce wydawnictwa albo agencji PR, musisz mieć plan. Premiera książki powinna być powiązana z działaniami promocyjnymi, które umożliwią dotarcie z informacją o książce do jak najszerszej grupy czytelników.

Przygotuj się na pochwały i krytykę. Zarówno pierwsze, jak i drugie, jeśli są merytoryczne, warto brać pod uwagę przy pisaniu kolejnej książki. Publikowanie to wystawianie się na ocenę innych. Niezależnie od tego, czy jest pozytywna czy negatywna, należy zachować dystans. Nie ulegaj samouwielbieniu w wypadku dużej ilości pochwał ani nie pozwól sobie na przygnębienie w wypadku druzgocącej krytyki. Pracuj nad swoim warsztatem i rób swoje. Pisanie to twoja pasja.

Debiuty autorów, którzy nie są powszechnie rozpoznawalni, zazwyczaj nie stają się z dnia na dzień bestsellerami. Proces budowania grona czytelników, uznania recenzentów trwa długo. Potrzeba sporo szczęścia, zbiegów okoliczności, ciężkiej pracy i często kilku kolejnych wydanych książek, aby odnieść sukces. Istnieje jednak szansa, że twoja opowieść wyróżni się na tle innych i zostanie doceniona. Pisz, bo to kochasz. Wytrwałość i doskonalenie warsztatu to klucze do sukcesu.

Opublikowano Dodaj komentarz

Jak nauczyć się ortografii, czyli kilka kłopotliwych słów

Jak nauczyć się ortografii, czyli kilka kłopotliwych słów

Żeby nauczyć się poprawnie pisać, zgodnie z polską ortografią, trzeba czytać. Książki, gazety, jak najwięcej. Dzięki temu zapamiętuje się wiele nowych słów. Nawet jeśli nie opanuje się do perfekcji ortografii, to coś w głowie zostaje po każdej lekturze. Czasami warto też zajrzeć do słownika, żeby upewnić się, jak poprawnie napisać kłopotliwy wyraz. Oto kilka przykładów, które często wielu osobom sprawiają trudności…  

sczerniały, zharmonizować, sczeznąć ‒ pisownia takich wyrazów sprawia trudności. Tymczasem ich pisownia jest FONETYCZNA i unormowana od jakichś stu lat. W Słowniku ortograficznym M. Arzta z początku XX stulecia napisano: „Przedrostek przyimkowy z- (s-) pisać należy fonetycznie, to znaczy, przed spółgłoskami dźwięcznymi przez z-, przed spółgłoskami bezdźwięcznymi przez s-, np. zbierać, zmiatać, zgarniać, zzuć, spadać, sfukać, stratować, skrzyczeć. Uwaga 1. Przed ć przedrostek z-, zgodnie z wymową, piszemy przez ś, np. ściąć, ścierać, ściskać. Uwaga 2. Przed h i s (sz, ś) przedrostek z- piszemy przez z, np. zheblować, zsunąć, zszyć, zsiąść”. 

spod, sprzed, spoza, spośród, spomiędzy ‒ przyimki złożone z samych przyimków pisze się łącznie, np. ponadpoprzezspodspomiędzysponad (Sponad gór świeciło słońce, por. niżej), spozasprzedznadzza, ale: Z ponad (= z więcej niż) stu dwudziestu kandydatek do konkursu Miss Polonia tylko dziesięć przeszło do finału.

supercena, superpromocja, superfacet  ‒ wszystkie rzeczowniki, które łączymy z super-, piszemy łącznie, podobnie jak z mini-, np. minispódniczka.

wziąć – prawidłowy zapis: wziąłem, wzięłam, wzięli, ale wymowa to [wziołem], [wziełam], [wzieli]. Samogłoski nosowe przed l i ł tracą swoją nosowość i są wymawiane jako samogłoski ustne e i o. Błędne wziąść – zamiast wziąć – tworzone jest pod wpływem analogii do takich bezokoliczników, jak: usiąść, trząść, posiąść

Kilka związków frazeologicznych z wyrazem wziąćwziąć sobie coś do serca, wziąć nogi za pas, wziąć coś na warsztat, coś wzięło w łeb, wziąć coś za dobrą monetę, wziąć kogoś na języki.

niepalenie – rzeczowniki odczasownikowe z partykułą „nie” piszemy ŁĄCZNIE, np. niespanie, niejedzenie czy nicnierobienie. 

ostro zakończony, obco brzmiący, nowo przyjęty, dziko rosnący – piszemy rozdzielnie, ale są wyjątki, gdy nazywamy już stałe cechy, np. ciężkostrawne, lekkostrawne, krótkowzroczny czy dalekowidzący. 

Ale są też słowa, które możemy pisać na dwa sposoby, a to zależy od kontekstu. Oto one:

naraz i na raz – w znaczeniu „jednocześnie”, „szybko” i „nieoczekiwanie” piszemy łącznie, np. Naraz ktoś wyskoczył zza krzaków. Pokonuję po kilka schodów naraz.

w znaczeniu ‘na jeden raz’ pisownia rozdzielna, np. Ten lek zażyj na raz. Na raz krzyczymy, na dwa milczymy.

nieraz i nie raz – w znaczeniu „często” pisownia łączna, a w znaczeniu „nie jeden raz” rozdzielna, np. Nie raz, nie dwa, lecz już trzy razy byłem z mamą u lekarza. Zrobię to jeszcze nie raz. Nieraz (w znaczeniu „często”) bywała w trudnej sytuacji finansowej.

Opublikowano Dodaj komentarz

Jak wypromować książkę?

Jak wypromować książkę?

Działania szyte na miarę

Każda książka wymaga indywidualnego podejścia. Każdy autor ma swoje priorytety i cele do osiągnięcia. Przed rozpoczęciem działań promocyjnych należy wziąć pod uwagę wiele aspektów, tj. gatunek literacki, tematykę i cele promocji. Niebagatelne znaczenie ma też osobowość i zainteresowania autora, które w znacznym stopniu mogą pomóc w promocji tytułu.  

PR i media

Najważniejsza jest dobrze dobrana lista mediów potencjalnie zainteresowanych tematyką książki i skupienie działań na ściśle wybranych obszarach. Książka podróżnicza zainteresuje innych dziennikarzy niż kryminał czy poezja. Nie ograniczaj się jedynie do przygotowania informacji prasowej i rozesłania jej do redakcji. Kontaktuj się z dziennikarzami, inicjuj konkursy radiowe. Możesz też pomyśleć o patronatach medialnych. To nie są proste działania i częstokroć wymagają osobistych relacji z dziennikarzami/mediami. Zastanów się czy nie warto skorzystać z pomocy specjalistów. Dzięki temu osiągniesz lepszy efekt. Więcej recenzji, wywiadów i informacji o książce w internecie i tradycyjnych mediach. 

Materiały wspomagające promocję

Przygotuj informację prasową o książce, pakiet grafik i okładkę do prezentowania w mediach społecznościowych. Opracuj także notkę o autorze oraz wybierz najciekawsze cytaty z książki, które mogą zainteresować potencjalnych czytelników. 

Czas 

Promocję książki należy zacząć przygotowywać przed jej premierą. Plan działań należy nakreślić wcześniej, aby wdrożyć go w odpowiednim momencie i uzyskać największe przełożenie tuż po premierze książki.

Działania reklamowe

Kontakty z mediami i nieodpłatne formy promocji to jeden z możliwych kierunków działań. Możliwe jest wsparcie tych aktywności odpłatnymi formami reklamy. Należy do nich promocja książki za pomocą sponsorowanych postów w mediach społecznościowych oraz np. na stronach internetowych dystrybutorów dostępnych dla księgarni i bibliotek, które decydują o zakupie książek. Popularne księgarnie internetowe również umożliwiają wykupienie banerów reklamowych na ich stronach, co z kolei przekłada się na promowanie utworu wśród czytelników. Można również wesprzeć  promocję odpłatnymi artykułami i recenzjami na największych portalach poświęconych książkom. Możliwości jest dużo.

Do Ciebie należy decyzja o zaangażowaniu do promocji specjalistów bądź samodzielnym realizowaniu działań. Od Ciebie zależy też budżet i zakres prac. Każda książka wymaga indywidualnych działań promocyjnych, gdyż jest wyjątkowym i niepowtarzalnym produktem.

Opublikowano Dodaj komentarz

Czym zajmuje się redaktor?

Czym zajmuje się redaktor?

Redaktor dokonuje redakcji tekstu (książki, artykułów w czasopismach, encyklopediach i na stronach WWW, w programach radiowych i telewizyjnych), głosi definicja zaczerpnięta z Wikipedii. Co to jednak znaczy? Kim jest i czym się właściwie zajmuje redaktor? Dla wielu osób to dość zagadkowy zawód, tym bardziej że zakres obowiązków redaktora często różni się w zależności od firmy. 

REDAKTOR OD TEKSTU

Podstawowym zadaniem redaktora, jak podpowiada definicja, jest zredagowanie tekstu książki, gazety, czasopisma, artykułu na stronie internetowej czy w programie telewizyjnym. Najprościej mówiąc, chodzi o poprawienie wszelkich błędów w danej publikacji ‒ logicznych, merytorycznych, językowych i interpunkcyjnych. 

Główne zadania redaktora tekstu

• Dba o poprawność kompozycji i logiczność wywodu. Upewnia się, że tekst ma sens, usuwa zwroty i wyrażenia, które mogą zostać błędnie zinterpretowane. 

• Porządkuje narrację oraz ujednolica tekst stylistycznie – inaczej pracuje się z tekstem naukowym, literackim, popularnonaukowym czy beletrystyką. Za każdym razem dostosowuje język do gatunku i stylu autora.

• Sprawdza, czego brakuje, wyjaśnia niejasności z autorem, skraca

• Poprawia nielogiczności i wszelkie błędy językowe i interpunkcyjne.

REDAKTOR PROWADZĄCY

Inne zadania przypadają w udziale redaktorowi inicjującemu czy prowadzącemu? Redaktor prowadzący nadzoruje proces powstawania książki. Zakres jego obowiązków zależy od wielkości zespołu i organizacji pracy w wydawnictwie. W mniejszych oficynach zazwyczaj opiekuje się książką od pomysłu i negocjacji z autorem/agentem, poprzez samodzielną redakcję językową i nadzorowanie projektu okładki, po wybór papieru i zatwierdzanie książki do druku. W większych lub inaczej zorganizowanych firmach uczestniczy w tym kilka osób, np. sprawdzaniem poprawności składu zajmuje się redaktor techniczny lub ‒ jak bywa coraz częściej ‒ operator DTP. Ale redaktor prowadzący wciąż jest osobą, która „spina” poszczególne etapy pracy i odpowiada za realizację koncepcji książki. 

W niektórych wydawnictwach redaktor prowadzący jest jednocześnie redaktorem inicjującym/nabywającym. To on wyszukuje ciekawe tytuły zarówno na rynku zagranicznym, jak i polskim i robi wszystko, żeby przekonać wydawcę do jego publikacji. 

Opublikowano 1 komentarz

Kiedy właściwie postawić przecinek? cz.2

Kiedy właściwie postawić przecinek?

Przecinek w równoważnikach zdań, przed imiesłowami i przed spójnikiem a  

W polskiej interpunkcji żaden znak nie wprowadza takiego zamieszania jak przecinek. Zdarza się, że w tym samym miejscu jeden korektor wstawi przecinek, a inny go usunie. Na szczęście językoznawcy coraz częściej upraszczają zasady interpunkcyjne, ale sprawa wciąż nie jest łatwa, dla pewności warto więc sięgać po wiedzę. Tym razem trzy przykłady użycia przecinka ‒ w równoważnikach zdań, przed imiesłowami i przed spójnikiem a

Przecinek w równoważnikach zdań

Oddzielamy przecinkiem wszystkie równoważniki zdań podrzędnych, które zawierają bezokolicznik (czyli nieosobową formę czasownika), na przykład Wolę pracować w domu, niż jeździć do biura. Zasada ta dotyczy również równoważników wprowadzonych przez spójnik niż

Imiesłowy a przecinek

Imiesłowy przysłówkowe, czyli wyrazy, które kończą się -ąc (śpiewając) oraz -wszy/-łszy (spojrzawszy, usiadłszy), niemal zawsze muszą być wydzielone przecinkiem (wyjątek stanowi imiesłów „wyjąwszy” w znaczeniu ‘oprócz’), bo traktujemy je jak czasowniki.

Przykłady:

Umilkła, wpatrując się w pustą filiżankę po kawie.

Szła, śmiejąc się, a on, widząc to, podśpiewywał.

Zdradziwszy nam, co będzie dalej, zepsuła całą zabawę.

Szli przez las, podśpiewując.

Wielu z nich robi to samo, siedząc podobnie.

Przecinek z imiesłowami przymiotnikowymi (te z końcówkami -ący, -ąca, -ące, -ny, -na, -ne, -ty, -ta, -te, -ony, -ona, -one – mówiony, pisany, czytany garbaty, szokujący) jest trudniej, niby przecinka nie wymagają, chyba że wprowadzają dopowiedzenie:

Przykłady: 

Zachodzące słońce oślepiało siedzących.

Tutaj ciągle bawią się jakieś dzieci, nikomu nieznane.

Przecinek przed spójnikiem a

W najnowszym wydaniu Wielkiego słownika ortograficznego PWN znajdujemy następujące rozstrzygnięcia odnoszące się do tego zagadnienia:
1) Jeśli spójnik a łączy zdania przeciwstawne (a nie jego części), zawsze stawiamy przed nim przecinek, np.
Ledwie wzeszło słońce, a już zrobiło się ciepło.
Ja mówię jedno, a on drugie.
2) Jeśli spójnik a wystąpi w funkcji łącznej (tzn. możliwe jest zastąpienie go przez i), MOŻEMY postawić przed nim przecinek, np.
Spomiędzy zarośli wysunęło się stado łań, a na ich czele szedł jeleń.

Słowniku interpunkcyjnym języka polskiego prof. J. Podrackiego znajdujemy natomiast informację, że przed spójnikiem a łączącym zdania złożone zawsze stawiamy przecinek, niezależnie od tego, czy zdania te mają charakter przeciwstawny, łączny, wynikowy, uzupełniający.

Kiedy właściwie postawić przecinek? cz.1

Opublikowano Dodaj komentarz

Co decyduje o sukcesie książki?

Co decyduje o sukcesie książki?

Dobry tekst to nie jedyny warunek, aby książka cieszyła się powodzeniem. Nawet najlepsza publikacja może nie zostać zauważona, bo sukces zależy od wielu aspektów. Jeśli autor nie jest osobą rozpoznawalną w mediach, nie ma dostępu do telewizji, radia i nie prowadzi mediów społecznościowych, które obserwuje duża grupa osób, promocja książki jest bardzo trudna. Jak radzą sobie z tym wydawnictwa? Przecież ciągle zdarzają się udane debiuty i pojawiają na rynku księgarskim nowe „gorące” nazwiska.

Rodzaje literatury

Najważniejsze, żeby pisać to, co czujemy, że chcemy napisać, a nie to, co się dobrze sprzedaje. Nie zmienia to faktu, że niektóre gatunki literackie cieszą się większym zainteresowaniem. Zdecydowanie łatwiej jest promować i sprzedawać reportaż niż wiersze, beletrystykę niż prace naukowe z niszowych dziedzin.

Jak mierzyć sukces książki?

Liczbą sprzedanych egzemplarzy w tradycyjnych kanałach dystrybucji czy np. ile udało się sprzedać samemu autorowi? Jakim zainteresowaniem cieszy się dana pozycja w kręgach naukowych, czy co o niej piszą recenzenci, czytelnicy? A może sukcesem jest powstanie publikacji przeznaczonej dla wąskiego grona odbiorców: rodziny, znajomych? Za każdym razem odpowiedź może być inna.

Jak sprzedawać książkę?

Po pierwsze w tradycyjnych kanałach dystrybucji, gdzie jednak nieznany autor ma szansę, ale nie pewność, że jego książka pojawi się w wybranych księgarniach. Dystrybutorzy oferują publikacje do sieci i księgarń, które samodzielnie podejmują decyzję o zakupach. Na tym etapie okładka, opis, temat mają duże znaczenie. Niemniej jednak osoby, które posiadają duży potencjał medialny mogą odnieść sukces sprzedażowy, samemu zarządzając sprzedażą:

  • poprzez media społecznościowe
  • w trakcie wystąpień publicznych (np. trenerzy)

Promocja książki

To temat rzeka i w dużej mierze czynnik decydujący o sukcesie sprzedażowym. Faktem jest, że książka ma szanse się sprzedać na bardzo nasyconym publikacjami rynku, jeśli się wyróżnia, a świadomość o jej istnieniu pojawi się w głowach potencjalnych czytelników. Możliwości jest mnóstwo. Darmowe egzemplarze dla recenzentów, którzy jednak piszą o swoich prawdziwych odczuciach po przeczytaniu książki i jeśli jakość tekstu nie spełnia ich oczekiwań, efekt może być odwrotny od zamierzonego. Płatne promocje w mediach społecznościowych i portalach o tematyce książek. Reklamy w internecie, artykuły sponsorowane, wywiady radiowe i telewizyjne, patronaty medialne, płatne miejsca ekspozycji w księgarniach. Rzadko kiedy nieznany autor może liczyć na to, że tradycyjne wydawnictwo przeznaczy wysoki budżet na promocję jego książki. To przywilej zarezerwowany dla „gorących” nazwisk. Przy self-publishingu i zasobnym portfelu możliwości stają się większe, ale zawsze należy przeliczyć, czy kwoty wydane na marketing mają szanse zwrócić się w wyniku zwiększonej sprzedaży.

Nazwisko autora

Mówi się, że książki nieznanych autorów mają szansę się sprzedawać dopiero po trzeciej, czwartej publikacji. Na rynku są takie przykłady, ale są też spektakularne debiuty. Faktem jest, że należy cierpliwie budować grono odbiorców i liczyć, że z biegiem czasu nasza grupa czytelników urośnie na tyle, że każda kolejna książka będzie murowanym sukcesem.